Po co mi kapusta, biszkopty i pieprz? Dharni o swoich związkach z Polską

Archiwum gościa

Byliśmy jeszcze w gimnazjum, kiedy razem z moim przyjacielem Matim odpaliliśmy filmik z jakichś beatboksowych zawodów we Francji. Na nagraniu zarejestrowano występ pochodzącego z Belgii Roxorloopsa, wicemistrza świata w tworzeniu muzyki jedynie przy użyciu własnego aparatu mowy. Obejrzeliśmy pierwszą część, drugą, a chwilkę potem sami próbowaliśmy odtwarzać dźwięki stopy, werbla, czy hi-hatu, nieudolnie plując w skradziony mojej ciotce mikrofon. Niestety, jak to często bywa, zajawka okazała się wybuchnąć słomianym zapałem i żaden z nas nie zdążył zaprezentować swoich umiejętności nawet przed najmniejszą publicznością.

Videos by VICE

Dziesięć tysięcy kilometrów dalej na południowy wschód, pięć lat wcześniej niż rozpoczęła się moja niebywale krótka przygoda z bitboksowaniem, czternastoletni wówczas Dharni ogląda w singapurskiej telewizji “Just for Laughs,” popularny program rozrywkowy, w którym występuje znany z roli w “Akademii Policyjnej,” komik Michael Winslow. Wszyscy z pewnością pamiętają szczególną umiejętność czarnoskórego aktora, polegającą na naśladowaniu dźwięków otaczających go ludzi, samochodów, czy innych przedmiotów codziennego użytku. Telewizyjne widowisko stało się inspiracją dla młodego Dharniego, który wkrótce potem rozpoczął swoją prawdziwą przygodę z bitboksem.


Kilka dni temu w sieci pojawił się krótki tutorial noszący tytuł “How to Beatbox by Using Polish” autorstwa Singapurczyka. Wideo bije rekordy popularności. Wystarczy spojrzeć na fanpage Unilad, na którym nagranie osiągnęło wynik ponad ośmiu milionów wyświetleń. Postanowiłem zapytać Dharniego o początki jego działalności artystycznej, związki z Polską, a także jak wyglądają jego dalsze plany, które, jak się okazuje, niekoniecznie dotyczą muzyki.

Czytaj wywiad poniżej.

Noisey: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z bitboksem?
Dharni: Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem występ Michaela Winslowa w “Just for Laughs”, pomyślałem sobie: WOW! To jest to! Jednak Michael skupiał się głównie na naśladowaniu różnych hałasów i dźwięków, raczej pojedynczych, za to mnie interesowało imitowanie muzyki za pomocą aparatu mowy. To wtedy zacząłem uczyć się tego samemu.

Wydaje mi się, że beatbox nie był wtedy zbyt popularny w Singapurze.
Tak, ludzie nie wiedzieli zbyt wiele na ten temat. Dopiero dzięki internetowi beatbox dotarł do szerszego grona osób. To naprawdę niesamowite.

Powiedz mi jak zaczęła się twoja przygoda z Polską. Dla Singapurczyka nasz kraj musiał okazać się mocno egzotyczny. Kiedy tu przyleciałeś?
Musimy cofnąć się do 2009. A nie… Wróćmy do roku 2002 (śmiech). Kojarzysz Bladego Krisa?

Tak, pewnie.
Już wtedy znałem Bladego. Poznaliśmy się na jednym z internetowych forów poświęconych bitboksowaniu. Któregoś dnia napisał do mnie po prostu: “Siema Stary! Powinieneś odwiedzić Polskę, odwiedzić mnie, będziemy dobrze się bawić”. Zgodziłem się, ale do 2009 nie wyruszyłem w drogę. Właśnie wtedy pojechałem do Berlina. Spotkałem się tam z Krisem i innymi bitbokserami. Było miło, jamowaliśmy. Wśród nich była jedna dziewczyna, Polka, z którą zacząłem się spotykać. Zaprosiła mnie do Warszawy. W tamtych czasach stolica Polski była zupełnie inna niż teraz. Wiele rzeczy w dalszym ciągu było w budowie, w przygotowaniu. Zacząłem interesować się miastem, ale jednak nie przeprowadziłem się tu do 2011, kiedy Blady Kris poprosił mnie bym wspólnie z nim wystąpił w jednym z popularnych w Polsce talent-show.


To było Must Be the Music, prawda?
Tak. Mieliśmy wystąpić w trzech. Ja, Kris i jeszcze jeden gość.

Roxorloops? Kiedyś dzięki niemu również przez chwilę stałem się bitbokserem.
Więc też bitboksujesz?

Lepiej od razu to przeskoczmy. Nie ma o czym mówić.
(śmiech) Tak, Roxorloops, wicemistrz świata w bitboksie. Nazwaliśmy się Bruk Braders, czerpiąc nazwę z olsztyńskiego Bruk Festivalu. Więc tak, byliśmy w programie, szło nam na tyle dobrze, że doszliśmy do finału i wtedy zrodziła się w mojej głowie myśl: OK! Zostaję w Warszawie. Gdziekolwiek. Najważniejsze są nasze próby. Cholerne trudności spotkały mnie podczas ubiegania się o kartę pobytu. Naprawdę ciężkie czasy. Ostatecznie Bruk Braders rozpadło się, ponieważ Roxorloops nie chciał przeprowadzić się do Polski. Tylko ja. Pomyślałem: Przeprowadzam się do Warszawy. Pociąga mnie kultura miasta, to jak się rozwija.

A rozwijało się bardzo szybko. Euro 2012 było punktem zapalnym, po którym wszystko zmieniło się na lepsze, bezpowrotnie. Kultura, ludzie, ich sposób myślenia. Pojawiły się nawet głosy, mówiące, że Warszawa może być wkrótce nowym Berlinem. Bardzo mi się to podobało. Zostałem. Poznałem dziewczynę, Kasię. K-Leah.

Znam ją z “Ile mogłem” – współpracy z Quebonafide.
Dokładnie. Jest częścią mojej drużyny. Wraz z nią powtórnie wziąłem udział w Must Be The Music. Jeszcze jeden raz. Wystąpiliśmy w eliminacjach z kawałkiem “Lights”. Ostatecznie skończyliśmy program na drugim miejscu. Pojawiły się propozycje występów w innych widowiskach telewizyjnych. Podobało mi się to. Niestety później zerwaliśmy ze sobą. Zostaliśmy przyjaciółmi. To już jakieś trzy lata. Nie, dwa. I tak długo. Mimo to nadal współpracujemy. Mamy wiele do zrobienia, jesteśmy otwarci na nagrania z innymi muzykami i coś już się w tym temacie dzieje… W kolejnym miesiącu, kiedy będę miał sporo wolnego czasu, zabierzemy się do pracy. Zaczniemy pisać teksty, przygotowywać koncerty. Na szczegóły przyjdzie pora niebawem.

Twoje nowe wideo bije rekordy popularności, jednak nie jest to twoja pierwsza próba skupienia na sobie uwagi szerszej publiczności. Prowadziłeś własny program na antenie RBL.TV.
Son of a Beat. Tak. Mała stacja, nikt tego nie oglądał (śmiech). To nie był zbyt dobry pomysł. Mógłby wypalić, gdyby puścić to w większej telewizji, chociażby w Esce. Postanowiłem to rzucić. Jednak cały czas próbuję dotrzeć do ludzi z moją twórczością. Tak jak robiłem to do tej pory. To zabawne, że moje nagranie, które w sumie nawet nie jest bitboksem, a jakimiś “głupawkami”, zdobyło taką popularność.


Jesteśmy też na Facebooku – polub nasz fanpage



Jak oceniasz, beatbox jest popularny w Polsce?
Teraz już na pewno (śmiech). Na Uniladzie mam ponad osiem milionów wyświetleń. Na innych serwisach również zobaczysz duże liczby. To prawdziwe szaleństwo. Wychodzę z mieszkania i wszyscy na ulicy mnie rozpoznają. To czasem niekomfortowe, chociaż zabawnie obserwuje się tych, którzy przemykają obok udając że mnie nie znają. Telewizja nie posiada takiej siły jak internet.

W jaki sposób odbiór nagrania wpłynął na twoje dalsze kroki?
Dziś o 17:30 będę gościem gazeta.pl. Organizują Facebook Live, podczas którego, każdy zainteresowany będzie mógł podać swoją sugestie, jakich polskich słów powinien użyć w kolejnym nagraniu. Będę próbował również na żywo. Gorąco zapraszam.

Czy coś poza muzyką leży w kręgu twoich zainteresowań?
Jest pewna strona mnie, która leży na przeciwległym do bitboksu biegunie. Pracuję nad pewną aplikacją na smartfony. Społeczną aplikacją. Jesteśmy na etapie zdobywania funduszy potrzebnych na realizację projektu. Mamy zespół ludzi, którzy są gotowi poświęcić swój czas na pracę nad programem. Potrzebujemy jedynie inwestorów. Mam nadzieję, że mój filmik zwróci na mnie ich uwagę, co przyspieszy finalizację dzieła. Jednak to może poczekać. Muzyka jest obecnie najważniejsza.

Wielkie dzięki za wywiad, powodzenia w realizacji wszystkich projektów!
Dzięki! Cześć!

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.