W związku z Narodowym Dniem Pizzy (12 listopada) porozmawialiśmy z jedyną osobą, którą udało nam się znaleźć, a która naprawdę nienawidzi pizzy.
Pizza jest do dupy. Zdecydowanie za dużo w niej ciasta, w porównaniu z tym, co na wierzchu. Sos pomidorowy wnosi nadmiernie słodkawy akcent. Ser ma wyjątkowo złą jakoś, ale jest za to gumowaty, pozbawiony smaku i nałożony obficie. Osobiście nienawidzę pizzy przez tę kombinację wad, a są one typowe przede wszystkim dla nowojorskiej pizzy sprzedawanej na kawałki.
Videos by VICE
Od czasu do czasu rozkoszuję się rarytasami, np. brooklyńską cienką pizzą w Robercie lub taką w stylu Paulie Gee’s – tę mogę jeść. Ale ciągle mam wrażenie, że nie jest to pokarm. Mogę jeść pizzę na czyjeś urodziny, gdy jest najłatwiejszą opcją. Ale nigdy nie poluję na nią jako taką.
Przede wszystkim jest niezdrowa, ale też niemal zawsze dojrzę w menu coś lepszego niż ciasto z serem. Pizza wydaje mi się wymówką. Większość rodzajów pizzy jest przeznaczona dla niewykształconego podniebienia. Według mnie dzieci lubią pizzę z tego samego powodu, dla którego lubią makaron Krafta z serem lub tosty z serem. Nic w nich nie ma.
Przeprowadziłam się z San Francisco do Nowego Jorku około pięciu lat temu, mając w pamięci znakomite uliczne jedzenie z SF, np. burrito. Pomyślałam: „Może pizza będzie dobrym substytutem?”. Aby być fair: pizza w Nowym Jorku uchodzi za lepszą niż cokolwiek, co można dostać na Zachodnim Wybrzeżu. Łatwiej i taniej kupić kawałek pizzy za dwa dolary, która smakuje przyzwoicie, niż sałatkę, która kosztuje 12 dolarów w Midtown.
Ale wydaje mi się, że wielbiciel pizzy jest tego samego rodzaju osobą, która jeszcze niedawno uwielbiała pączki z bekonem. Jeśli ktoś ma słowo „pizza” w nicku na Instagramie, wyobrażam sobie, że nosi koszulkę Urban Outfitters z obrazkiem pizzy i chciałby cię zabrać na koncert Steve’a Aokiego. To neofita twierdzący, że uwielbia koktajle, ale zna tylko jeden, Old Fashioned, i to tylko dlatego, że widział go w Mad Men.
Sądzę, że obecnie jest rynek na pizzę, tak jak był rynek na bekon parę lat temu, bo ludzie myśleli, że to pozwala im się jakoś wyrazić. W sensie: „Mam niezły fun! Nie dbam o zdrowie! Lubię tylko to, dzięki czemu czuję, że żyję i jestem młody” lub coś w tym rodzaju. Ale to gruba przesada. Właśnie teraz z ciekawości przeszukałam Instagram hasztagiem „#pizza”, żeby zobaczyć, co wyjdzie. I wyskoczyli mi ludzie, których nie chciałabym poznać. Mając ograniczoną ilość czasu do spędzenia na ziemi, wolę rozmawiać z tymi, którzy są na tyle bystrzy, by nie podążać za trendami kulturowymi tylko po to, aby to robić. Aby szukać identyfikacji z innymi w tym, co modne.
To sprawia, że ludzie stają się kliszami – jak w przypadku tych, którzy kochają obnosić się z piciem whisky. Czasami, gdy przeglądam dziewczyny, które spasowały się z moimi kolegami na Tinderze, zauważam, że wiele nich, chociaż może przesadzam, próbuje przypodobać się facetom, wybierając rzeczy, o których myślą, że są męskie. Piszą np.: „Lubię filmy Tarantino i whisky”. Myślą, że w ten sposób są zabawne lub że pewne rzeczy, które konsumują, pozwalają im się wyróżnić. Ale gdy myślą, że są takie oryginalne, to w rzeczywistości trzy profile na 10 są właśnie takie.
Ludzie w tym rodzaju chcą być postrzegani jako podchodzący do życia zgodnie z maksymą laissez-faire [pozwólcie czynić – red.], ponieważ pizza jest tucząca, tania i bezpretensjonalna. Pizza jest popularna, więc niektórzy sądzą, że dzięki niej staną się popularni. Ale kto chce być naprawdę i całkowicie popularny? Pomimo wszystkich socjalizujących uroków pizzy z definicji nie ma w niej nic specjalnego. Jest jedną z nudniejszych rzeczy na świecie i ma taką moc przyciągania innych jak naszywka Foo Fighters na plecaku.
Zdaję sobie sprawę, dlaczego jest taka popularna. Zawsze stanowi najtańszą pozycję w karcie restauracji (jeśli jest tam podawana), bo można ją dostać za około dwa dolary, co czyni ją atrakcyjną dla każdego małolata pragnącego zapchać trzewia za niewielkie pieniądze. Budzi też pewną nostalgię za szkolnymi zabawami, gdzie serwowano pizzę, lub za konkursami, gdzie pizza była nagrodą dla tego, kto przeczytał najwięcej książek. Kojarzy się ona ludziom z celebrowaniem szczęśliwych chwil. Ale dla mnie szczęście i celebra wiążą się z kawałkiem solidnego steku. Chleb z serem jadam kiedy indziej.
W Nowym Jorku nie zauważam pizzerii. Nie przemawiają do mnie. Słyszałam kwestie w rodzaju: „W Nowym Jorku nawet najgorszy kawałek pizzy jest lepszy niż najlepszy w Kalifornii”. Kłamstwo! Znaleźć można tutaj naprawdę sporo obrzydliwej pizzy, czego nieraz doświadczyłam na gastrofazie. Pizza tutaj po prostu w ogóle nie jest interesująca.
Już wolę tacos. Ten sam przedział cenowy, ale nie pozostawia cię z paskudnym poczuciem, że znowu zjadłeś kawałek gównianej pizzy. Gówniana pizza kupowana w nocy na ulicy wymaga hektolitrów sosów, aby można było poczuć jej smak.
Myślę, że to niedojrzałe, gdy używa się pizzy do określania własnej tożsamości. Serio, martwię się o ludzi, którzy definiują się poprzez to, co jedzą. Zaryzykowałabym twierdzenie, że gdy para idzie na randkę do pizzerii, to spędza czas osobno – inaczej niż taka, która wybiera się na steka. Ale to tylko moje przypuszczenie. Może się mylę, a oni tak naprawdę świetnie się bawią.
More
From VICE
-

Robin Williams (Photo by Sonia Moskowitz/Images/Getty Images) -

(Photo by Jim WATSON / AFP via Getty Images) -

Seinfeld (Photo by FILES/AFP via Getty Images)
