Grizzlee/DrySkull – Stadium Regenesis

Grizzlee dał się poznać dzięki raggowemu Eastwest Rockers i miał z tę ekipę kilka niekwestionowanych przebojów, później hiphopowcy upodobali go sobie jako naczelnego refrenistę, w końcu dał upust swoim elektronicznym fascynacjom w zespole Mixtura. Obecnie towarzyszy mu DrySkull, producent i kompozytor współpracujący wcześniej z m.in. Mrozem, Afromental i Pokahontaz, facet nie lubiący ograniczać się do jednego gatunku. Co im wyszło? Muzyka masowego rażenia, którą powinna hulać w komercyjnych rozgłośniach, za to nigdy nie trafić na alternatywne portale.

Nie odmówię Grizzleemu umiejętności zaśpiewania czy nawinięcia, nawet jeśli przestawi akcent czy przeciągnie tak, że kłuje mnie w ucho, bo jest utalentowany i pracowity. Nie powiem, że jest nieautentyczny, bo to wszystko słyszalnie z serca. Jak bardzo utopijna i nieadekwetna byłaby jego potrzeba pisania o tym, że nikt nie zadaje już pytań, że bariery są niepotrzebne i że dogorywamy w kakofonii do takiej muzyki jaką teraz otrzymał, to na swój sposób imponujące. Ktoś jeszcze walczy na tym froncie, wiatraki czekają. Żałuję tylko bardzo, że wokalista nie umie się zatrzymać i wparowuje w nieznośnie słodki, kiczowaty, do tego wszystkiego kliszowy pop w EDM-owym sosie z wersami o skrzydłach, falach i sercach.

Videos by VICE

Z kolei DrySkull radzi sobie zarówno z radiowym drum’n’bassem à la Rudimental, jak i z egzotyczną dyskoteką z odrobiną hardcore’u w stylu Major Lazer. W kawałkach wiele się dzieje, i to na paru planach, czuć ambicję aranżera. Synthy są agresywne, przejścia sprawne, dropy tam gdzie trzeba, brzmienie niezłe. Niby “melduję wykonanie zadania”, ale ja po całej płycie wciąż nie wiem kim jest jej producent. Nie hejtuję, zostawiam snobom, którzy z mściwą satysfakcją napiszą wam pewno o wiksie dla Grażyn i Januszów.

Ja tam akurat rozumiem, że wiele osób przedłuży sobie tę płytą wakacje albo wejdzie dzięki niej w nowy rok akademicki z odpowiednim animuszem. I dobrze. Przyznaję, że singlowe “Kiedy będą wmawiać Ci” ma bardzo fajny refren, w całości zresztą łapie się ucha, podoba mi się groove “Neonów” (z B.R.O. brzmiącym jak Duże Pe), czy to jak finezyjnie prowadzone są wokale w dobrze łączącym ciężar z melodią “Manifeście”. Ale nic nie poradzę, że jak myślę o “Stadium Regenesis” jako o tej płycie, która ma ludziom “otwierać głowę na nowe”, to boli mnie serce.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.