Artykuł ukazał się na VICE US
W 1964 roku brat uznanego pisarza, Leicester Hemingway, nie uczcił amerykańskiego Dnia Niepodległości fajerwerkami, jak każe obyczaj. Zamiast tego postanowił założyć własne państwo. Nowy wyspiarski kraj, zwany Nową Atlantydą, obejmował teren przymocowanej do starego silnika Forda tratwy o wymiarach 80×30 stóp (24×9 metrów) i leżał tuż przy wybrzeżu Jamajki. Samozwańczy prezydent połowę powierzchni tratwy przyznał sobie, a połowę Stanom Zjednoczonym. Uczynił to, powołując się na starą ustawę o ptasich odchodach, którą do tej pory pozostaje w mocy prawnej.
Videos by VICE
Nowa Atlantyda była żartem, a ustawa o wyspach z guanem – jego puentą. Utworzona w 1856 w celu łatwiejszego pozyskiwania guana, czyli gówna: w tym przypadku ptasiego, używanego jako nawóz i proch strzelniczy. Ustawa ta była wykorzystywana do usprawiedliwiania wszelkiej maści poczynań, począwszy od libertariańskich fantazji po imperialne zakusy. Działa to w ten sposób: znajdź niezamieszkaną wyspę, potwierdź obecność ptasiego gówna na jej powierzchni i ogłoś się jej właścicielem.
„W XIX wieku odchody ptaków i nietoperzy były niezwykle istotne ze względów zdrowotnych i obronnych”, tłumaczy historyk Matthew Rafferty, ekspert ds. amerykańskiego prawa morskiego tamtych czasów. „Każda upstrzona odchodami skała szybko znajdowała właściciela”.
Guano świetnie nadaje się do dwóch celów: użyźniania gleby pod uprawy i wysadzania rzeczy w powietrze. W szybko rozwijającej się Ameryce ludziom zależało na jednym i drugim, więc farmerzy i poszukiwacze przygód wypatrywali okazji, by zaklepać jak najwięcej surowca dla siebie. Poszerzanie terytorium nie było jednak łatwe w latach bezpośrednio poprzedzających wojnę domową – każdy fragment ziemi przyłączony do USA wzniecał na nowo dyskusję na temat niewolnictwa. Jeśli miało się tak dziać za każdym razem, gdy ktoś odkrywał obsraną skałę, to nie zanosiło się na szybkie zamknięcie sprawy.
Wkrótce Kongres znalazł rozwiązanie.
„Stworzono nową, niejednoznaczną kategorię prawną”, wyjaśnia Raffety. „Według niej wyspy nie stawałyby się terytorium Stanów, lecz po prostu byłyby do nich «przypisywane». Stany w pewnym sensie zyskiwały tymczasową kontrolę. W skrócie, jeśli znalazłeś skałę pokrytą kupą, która nie była zarejestrowana, występowałeś o prawa do niej, a Stany Zjednoczone płaciły ci za znajdujące się na niej złoże”.
Powstała nowa, grząska kategoria prawna dotycząca „terytoriów”, które należą do USA, ale nie posiadają jeszcze własnego zestawu upierdliwych praw konstytucyjnych. Kiedy już gorączka guana opadła, Stany coraz rzadziej wykorzystywały nowe prawo do pozyskiwania nawozu, a coraz częściej – do zajmowania wysp w swoistej imperialistycznej partii szachów. „To była próbna wersja amerykańskiego imperializmu – posiadanie terytorium, którym Stany zarządzają, ale nie stanowią o całości jego praw”, mówi Raffety.
Dzięki ustawie o wyspach z guanem Ameryka zyskała swój pierwszy fragment Hawajów, a także podmorskie imperium o powierzchni trzykrotnie większej od Kalifornii. Leicester Hemingway wprawdzie nie miał zamiaru wydobywać guana, podobnie jak Stany, gdy pozyskały rafy Kingman i Scorpion. Nowa Atlantyda była kpiną z hipokryzji, a także sposobem na robienie hajsu przez sprzedaż pamiątkowych znaczków pocztowych.
Czy wobec tego ustawa wciąż może być używana do rejestracji własnej wyspy? Owszem, ale nie bez pewnych utrudnień.
Po pierwsze, niezarejestrowane wyspy są zwykle niezarejestrowane z jakiegoś powodu. USA jest w posiadaniu 12 wysp uzyskanych dzięki ustawie – część z nich znajduje się niemal w całości pod wodą, na innych w ogóle nie ma do niej dostępu. Jarvis, wyspa zawłaszczona zgodnie z ustawą o guanie w roku 1858, miała swój krótki okres świetności, przerwany gdy opanowała ją plaga kotów. Jednak zwierzęta zostały uznane za zagrożenie dla środowiska i w końcu je wytępiono. Większość wysp ogłoszono po prostu pomnikami przyrody, gdyż prawdopodobnie nie nadają się do niczego innego.

Sealand. Fot. Wikimedia Commons
Istnieją także inne przyczyny zawłaszczania nowych wysp i mają one więcej wspólnego ze specjalnymi strefami ekonomicznymi niż z turystyką i wypoczynkiem. To właśnie dlatego kraje europejskie przez dekady spierały się o skałę Rockall: otaczające ją wody i przestrzeń powietrzna były o wiele bardziej wartościowe od samej skały (khem, wyspy). Nowe wyspy ciągle powstają – z mierzei bądź wskutek erupcji wulkanicznych – lecz to, czy nadają się do zamieszkania, jest zupełnie inną kwestią.
Po drugie, poszczególnym krajom zazwyczaj nie podoba się fakt, że ktoś zajmuje ich skały. Przekonał się o tym amerykański handlarz nieruchomościami Michael Oliver po tym, jak porzucił ogromny ładunek piasku na rafie w pobliżu Tonga w 1972. Na jego oświadczenie o założeniu „Republiki Minerwy” mieszkańcy Tonga odpowiedzieli komitetem powitalnym w postaci statku wojennego. Już następnego dnia nad piaszczystą Republiką Minerwy unosiła się flaga Tonga, niczym środkowy palec w kierunku międzynarodowych praw.
Najlepszym wyjściem jest znalezienie sobie wysepki poza terytorium USA i nadzieja, że nie zostanie ona zmyta przez morskie fale.
„Sądzę, że nie byłbyś zbyt zadowolony z wydobywania guana”, zauważa Raffety, „za jakieś 6 dolarów za tonę, o ile dobrze pamiętam”.
Nie chcesz zakładać własnego państwa? Mamy dla ciebie inne pomysły na życie. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco
Jeśli obawiasz się, że Urząd Spraw Wyspiarskich (który kontroluje „Dalekie Wyspy Mniejsze Stanów”) zmusi cię do zostania wyrobnikiem na twojej własnej rajskiej wysepce, weź przykład z prezydenta Hemingwaya i przyznaj władzę nad nią sobie samemu.
„Nie istnieje prawo zakazujące założenia własnego państwa“, stwierdził Hemingway w Washington Post w roku 1964, mając na myśli drugą połowę swojej wyspy.
Kwestia prawdziwości tego zdania to długa i skomplikowana sprawa, jednakże prawdą jest niewątpliwie, że międzynarodowe prawo morskie nie jest wspierane przez żadną instytucję. „Problem z prawem międzynarodowym polega na tym, że jest ono na tyle mocne, na ile wspólnota narodów jest skłonna je egzekwować”, mówi Raffety. „Mimo tego, co było marzeniem przynajmniej od roku 1890, prawdziwe, uniwersalne prawo morskie nigdy nie powstało”.
Dlatego właśnie wiele osób założyło własne mikropaństwa. Mogą one nie zostać uznane przez inne kraje, lecz według księcia Jamesa władającego Sealandem, nieuznanym (jak mówi James, „samodzielnie uznanym”) mikropaństwem na Morzu Północnym, „suwerenna państwowość wymaga czterech rzeczy: określonego terytorium, rządu, stałej populacji i możliwości porozumiewania się z innymi narodami”.
Jednak nawet Sealand, kraj składający się tylko z zardzewiałej platformy strzelniczej z czasów II Wojny Światowej, spotkał się z próbą zamachu stanu, gdy dwaj niemieccy biznesmeni zdradzili naród i przetrzymywali księcia regenta w niewoli.
„[Mój ojciec] był trzymany na muszce w zamkniętym pomieszczeniu”, mówi książę. „Związali mu ręce i nogi i grozili, że wrzucą go do morza”.
Książę regent został ostatecznie uwolniony i po zgromadzeniu posiłków odzyskał swoją wyspiarską fortecę. Zrobił to w iście bondowskim stylu – przy użyciu helikoptera i liny. Incydent ten pokazuje, że nawet założenie najbardziej niepozornego państwa wiąże się z potencjalnym zagrożeniem. Wolność, która pozwala ci ogłosić suwerenność, może również doprowadzić do tego, że będziesz przetrzymywany w niewoli przez głodnych władzy niemieckich biznesmenów, w dodatku we własnym pływającym więzieniu. Jak się okazuje, bezprawna natura mórz stanowi swego rodzaju miecz obosieczny.
Mimo to, niektórych ciągle interesuje perspektywa posiadania własnej wyspy – zarówno libertariańskich marzycieli pokroju Petera Thiela (współzałożyciela PayPala), jak i żartownisiów takich jak założyciel Atlantium, George Criukshank. I choć Nowa Atlantyda Leicestera Hemingwaya prawdopodobnie szybko podzieliła los swojej poprzedniczki, starej Atlantydy, kończąc na dnie oceanu, nowe mikropaństwa ciągle się pojawiają, a ustawa o wyspach z guanem trwa niezmieniona. ONZ może tworzyć nowe morskie prawa, lecz motto Sealandu wciąż pozostaje prawdziwe: E Mare Libertas.
Z morza wolność.
Tłumaczenie Agnieszka Drabik
More
From VICE
-

-

The Apple Watch Ultra 3, because there aren't pics of a rumored, unreleased Ultra 4 yet. – Credit: Apple -

Bruce Willis -

Nickelodeon