Przypomniało mi się, że znam na pamięć „Krew naszą długo leją katy“, a nawet zrobiło mi się wstyd za kolonialny opis pierwszego dnia protestu. Z drugiej strony, co zrobić, tak było.
Tymczasem sobotnie podsumowanie protestowej czterodniówki ukazało już zupełnie inny wymiar tych wydarzeń.
Videos by VICE
Przy rondzie de Gaulle’a zbiera się gęsty, poważny i zorganizowany tłum. Żarty się skończyły, pękło 100 tysięcy. Atmosfera jest już zupełnie karnawałowa, w stylu średniowiecznym, zwłaszcza, że właśnie zaczyna się spektakl pt: „Cyrk Tuska“. Aktorzy, przebrani za małpy, reprezentują kolejnych nielubianych polityków. Są i ludzie na szczudłach, tylko czekać, aż ktoś wywlecze skądś jakiegoś garbusa, nałoży mu maskę Tuska i puści w tłum na niechybne zlinczowanie. Z głośników płynie satyryczna rymowanka, podobna trochę do sławnego wiersza na temat Unii, prezentowanego kiedyś w Radiu Maryja przez osobę z południa. Podoba mi się wyrażenie „Mrówkojad z czekolady“, nie zrozumiałam czego dotyczy, ale melodia tej frazy przekonuje mnie. Wjeżdża pomnik premiera, cały w złocie, w peruwiańskiej czapeczce i stylizacji na Kim Ir Sena. To już przesada, choć przyznaję – pomnik jest całkiem zgrabnie zrobiony, niestety nikt nie chce ujawnić nazwiska autora.
We wciąż jeszcze aroganckim, kolonizatorskim nastroju, siadam z kawą, ciastkiem i ostentacyjną Wyborczą (akurat jest wywiad z Modzelewskim) w empikowskiej kawiarni. Mimo, że wokół roi się od ludzi, niemal wszystkie stoliki są puste.
„Czy można się dosiąść“ – pyta trzech panów w NSZZ-towskich kamizelach. „Zaczyna się.“ – myślę. Ale tym razem sprawy mają się inaczej – chłopcy chcą pogadać, ale są młodzi, niegłupi i całkiem trzeźwi. Przyjechali z Sosnowca, gdzie zostawili żony z dziećmi, o których przyszłość martwią się w zupełnie rozsądnych kategoriach. „Cyrk Tuska“ trochę ich zażenował. Jak mówią, nie obchodzi ich kto rządzi. Byle rządził dobrze. Są w porządku, robimy sobie wspólne zdjęcie i rozchodzimy się, żeby pójść pod Zamek Królewski, gdzie czeka nas wielki finał.
Pochód posuwa się Nowym Światem w spokojnej, zorganizowanej atmosferze. Wszyscy idą z tymi, z którymi powinni, nie ma incydentów, nie ma wódki ani rozprężenia z dnia pierwszego. Przypominam sobie inne manifestacje, w których brałam udział. Żadna z nich nie była tak zdyscyplinowana. Widać też różnice społeczne – nie witam się co chwila ze znajomymi, jakoś nie widać znanych warszawskich działaczy kulturalnych, choć gdzieś mignął mi Maciej Nowak. Znajomi postują tymczasem na Facebooku: oblężenie Warszawy irytuje wiele osób. Długo wraca się do domu, związkowcy przypominają im bydło. Ktoś wrzuca zdjęcie nacjonalistycznego transparentu. Tymczasem z perspektywy wewnątrzpochodowej wydaje się to być absolutny margines, mimo sporej liczebności, przedstawiciele „Gazety Polskiej“ jakoś tu nie pasują. Organizatorzy znakomicie zapanowali nad tłumem, który zresztą wygląda na absolutnie skory do współpracy. Spotykam znajomych artystów. Stoją oczywiście z boku i słuchają muzyki rewolucji. Rzeczywiście, odgłosy manifestacji zlewają się dziś w kojący ambient.
Donald Tusk powinien na szybko przygotować wystąpienie, wrzucić je na płytę i poprosić, żeby puścili na placu Zamkowym. Może udałoby się w ten sposób uratować twarz, bo naprawdę nie wygląda na to, żeby było się przed kim chować. Ludzie gromadzą się w pobliżu sceny, organizatorzy pomyśleli o telebimach, dzięki którym wszyscy mogą zobaczyć mówców. Pojawia się Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności“, który nagle objawia mi się jako nowoczesna wersja Wałęsy. Może myli mnie surowa atrakcyjność przywódcza. Jestem w końcu kobietą. Ale Duda jest naprawdę dobrze przygotowany, wystąpienie dotyczy samych konkretów i wyjątkowo mało w nim retoryki prostej niechęci. Związkowcy protestują przeciwko umowom śmieciowym, źle rozumianemu i pomyślanemu na niekorzyść pracownika elastycznemu czasowi pracy. Chcą dorównania do warunków Unii Europejskiej i widzą demotywacyjny wpływ masowych migracji. Dokonuje się porażka PO, ale, o dziwo, nie na rzecz zwycięstwa PiS-u. Związkowcy mówią po prostu w swoim imieniu. I nie tylko w swoim. Mam wrażenie, że znajomi, których irytowały korki i obecność brzydkich ludzi w centrum miasta, sami chętnie podpisaliby się pod ich postulatami. Tyle że używając kupionych z prekariackich pensji cienkopisów z Muji. Na koniec wszyscy śpiewają hymn, ale z drugiej strony co mają śpiewać? „Międzynarodówkę“?
Podobno związkowcy zapowiedzieli powrót do Komisji Trójstronnej. Dawno nie miałam poczucia bycia świadkiem zdarzeń sensownych, mających realne polityczne następstwa.
Ulice są czyste, pozostało tylko sporo niedopałków. Natychmiast wkracza ekipa sprzątająca. Ludzie wracają do autokarów i w godzinę po manifestacjach nie zostaje ślad. Sobotnia Warszawa może spokojnie wrócić do spacerów charytatywnych Ecco i zakupów na Mysiej. Szpilka znów za chwilę się zaludni.
More
From VICE
-

-

The Apple Watch Ultra 3, because there aren't pics of a rumored, unreleased Ultra 4 yet. – Credit: Apple -

Bruce Willis -

Nickelodeon