Tytułowy Iceberg to góra naszych uprzedzeń, lenistwa myślowego i złych nawyków. Artysta przyznawał w jednym z wywiadów, że utrata przez ludzkość zdolności krytycznego myślenia przeraża go bardziej niż Trump i terroryzm razem wzięte. To w sumie żadna niespodzianka dla fanów Oddiego, który od zawsze troszczy się o szare komórki słuchacza w sposób dalece wykraczający ponad hiphopową średnią.
Raper i producent w jednej osobie konsekwentnie bierze na tapet najbardziej palące zagadnienia z zakresu polityki, rasy i religii, a zarazem w najmniejszym stopniu nie kieruje nim koniunkturalizm, lecz wyczuwalnie szczera chęć podzielenia się własną wizją świata – głęboko osobistą, introwertyczną, przefiltrowaną przez wrażliwość inteligentnego trzydziestolatka o sudańskich korzeniach, wychowanego w dwujęzycznej rodzinie chrześcijańsko-muzułmańskiej. Mentalność, jak sam mówi, Trzeciego Świata plus “zachodnie” zacięcie polityczne chłopaka z Waszyngtonu – trudno o cenniejszy punkt widzenia w dzisiejszych czasach.
Videos by VICE
Wszystkie krążki Oddiego mają wspólną płaszczyznę stylistyczną, a jednocześnie każdy wychodzi do nas z innym konceptem. Ubiegłoroczna epka “AlWasta”, nagrana spontanicznie w tydzień, opowiadała o potrzebie zjednoczenia w obliczu narastającej ksenofobii. “The Odd Seasons” stanowił soundtrack na cztery pory roku, “Rock Creek Park” – na piesze i rowerowe wycieczki przez miejsca służące samotnej kontemplacji.
Nade wszystko Oddisee jest świetnym obserwatorem. I jako tekściarz, i – co już nie tak oczywiste – jako muzyk – jego instrumentalne albumy potrafią wprawić odbiorcę w nastrój rezonujący z rzeczywistością wokół.
Każdy longplay – a “The Iceberg” jest już jedenastym w karierze tego niezwykle płodnego artysty – powstaje w ten sam sposób. Najpierw pomysł, potem tytuł, następnie dwanaście bitów tworzonych w porządku chronologicznym, do których Oddi dogrywa później zwrotki albo nie – w przypadku projektów instrumentalnych. Zarówno muzykę, jak i lirykę traktuje przy tym bardzo “literacko” – rozwinięcie, środek, zakończenie. Dyscyplina godna podziwu, choć należy zaznaczyć, że chodzi tu o sam proces twórczy, bowiem już gotowe dzieło wymyka się staroszkolnym schematom, przeważnie zachowując balans między brzmieniem tradycyjnym a nowoczesnym.
Piszę o tym wszystkim w ujęciu ogólnym, ale to też casus “The Iceberg”, być może najbardziej gniewnego nagrania w dorobku Oddiego, lecz wciąż bardzo charakterystycznego dla autora “The Good Fight”.
Spójne, a równocześnie dość eklektyczne podkłady, gdzie mocne werble bez zgrzytu koegzystują z soulowo-jazzującymi melodiami, służą za nośnik treści mającej pobudzić słuchacza do – jako się rzekło – krytycznego myślenia. Płynny, dynamiczny rap, doskonały storytelling – erudycyjny, acz bez przesadnego mędrkowania – niby stary dobry Oddi, ale progres jest zauważalny.
Album otwiera oparty na miękkich dęciakach “Digging Deep”, będący poniekąd wizytówką całości – emce zachęca, by nigdy nie prześlizgiwać się po powierzchni na gruncie dyskursu politycznego, społecznego, prywatnego, jakiegokolwiek, lecz – tak, zgadliście – kopać głębiej.
Rewelacją płyty jest jednak dużo bardziej zawoalowany “You Grew Up”, gdzie funkująca linia basu i polirytmiczne synthy towarzyszą opowieści o dwóch kumplach z dzieciństwa – białym i czarnym, jankesie i synu imigrantów. Dorastają razem, ale pierwszy kończy jako policjant-morderca, drugi – jako zradykalizowany islamista. Teoretycznie to chodzące stereotypy, ale Oddi maluje zniuansowany portret obu mężczyzn i zwraca uwagę na kompleksy tożsamościowe ściśle zakorzenione w kulturze amerykańskiej i uwydatniające się już we wczesnym wieku – czarny chłopiec prosi rodziców o klinicznie czyste “najki”, podczas gdy biały chce mieć koniecznie przybrudzone “konwersy”. Fantastyczny, dający do myślenia kawałek – i niejedyny tutaj wart wyróżnienia.
Raz za razem Oddisee imponuje dojrzałością, dostrzeganiem złożoności danego problemu. Dla przykładu, jaki inny dzisiejszy raper nie demonizuje Trumpa (“What is there to fear? / I’m from Black America, this is just another year”, słyszymy w “NNGE”)? Jaki inny raper widzi w depresji i stresie choroby toczące nie tylko Zachód, ale i kraje rozwijające się (“Waiting Outside”)? Albo weźmy taki “Want to Be”, bodaj najbardziej pozytywny numer w zestawie, niemalże dyskotekowy, z gitarami jak od Nile’a Rodgersa – ale to wciąż historia faceta, który pragnąłby “nosić imię niekojarzące ci się od razu z ładunkiem wybuchowym” (Oddi naprawdę nazywa się Amir Mohamed el Khalifa).
Per saldo, “The Iceberg” to znakomity album, na którym znajdziecie wiele pozornie ogranych już tematów – jak islamofobia, trumpizm czy brutalność policji – tyle że podjętych ze świeżej, nierzadko zaskakującej perspektywy. Esencja niezależnego hip-hopu spod znaku “masz i pomyśl”.
More
From VICE
-

Robin Williams (Photo by Sonia Moskowitz/Images/Getty Images) -

(Photo by Jim WATSON / AFP via Getty Images) -

Seinfeld (Photo by FILES/AFP via Getty Images)
