Oleś Brothers & Antoni Gralak – Primitivo

Najnowszy album braci Oleś i Antoniego Gralaka nie zasługuje na inne określenia. Od początku do końca to jazz najwyższej klasy, o wciągającej narracji.

Odniesień na “Primitivo” jest całkiem sporo. Minimalistyczne podejście do kompozycji, które w 2016 roku było tak eksploatowane na wielu płaszczyznach muzycznych, pełna improwizacja, z jakiej słyną bracia Marcin i Bartłomiej, w końcu, a może i przede wszystkim, afrykańskie melodie i rytmika, które na wydawnictwie tria bezsprzecznie wiodą prym. Bo właśnie o Czarny Ląd zahaczają w swojej muzyce Olesiowie i Antoni Gralak, którego partie trąbki na “Primitivo” prowadzą całą historię.

Videos by VICE

Ale od początku. Bazą dla płyty, swoistym punktem wyjścia była próba udźwiękowienia dwóch uczuć – smutku i radości. Temat tak naprawdę mocno już przejechany, powtarzany wielokrotnie, często też bardziej rozwinięty, na przykład o złość, miłość (o, to bardzo często!) i tak dalej, i tak dalej. Olesiowie i Gralak, sięgając do muzyki pierwotnej, postanowili nagrać album skromny i spokojny, ale jednocześnie barwny rytmicznie. “Primitivo” stoi na chwytliwej i w większości prostej perkusji Bartłomieja, idącym z nią w parze kontrabasem Marcina (świetna partia wejściowa w “Odwalli”) i frywolnej, wiodącej prym trąbce. Gdyby chciało się wybrać cichego bohatera wydawnictwa, byłby nim tak naprawdę Gralak.

Bo jego trąbka, jej melancholijny w większości utworów wydźwięk urzeka. Do niej dostosował się Bartłomiej Oleś, którego perkusja stanowi tło. Nie wywyższa się, nie pcha na pierwszy plan. Kontrabas Marcina również, choć to oni powinni błyszczeć na “Primitivo”. Utalentowani i rozchwytywani bracia jakby giną na tle dęciaka. I na tle tych wyciszających, niemal kontemplacyjnych melodii. Trio postawiło na tak zwane “nocne kompozycje” – usypiające, graniczące z ciszą, na swój sposób mistyczne kawałki. Z powolną motoryką, raczej kontemplacyjne niż oscylujące wokół szalonych improwizacji, zwłaszcza że dobrane instrumentarium Olesiów i Gralaka mogłoby skłaniać właśnie do takiego myślenia. Ale jednocześnie w błędzie byliby ci osłuchani w innych free-nagraniach braci. “Primitivo” to materiał wyważony, spójny, przede wszystkim ciekawy. 

Afryka? Poniekąd na pewno. Plemienna rytmika, skromny, ale wyrazisty bas, niemalże opowiadająca własne historie trąbka – w idealnych proporcjach, żeby nie zanudzić słuchacza mniejszą intensywnością. Czasem, jak w “Kothbiro”, temat utworu jawi się dość żałobnie. Czasem, jak w “Gambeccie”, powiewa czarną balladą opartą na urokliwym dęciaku. Jeszcze innym razem, gdy wybrzmiewa “Hotel Mar Mar”, muzycy sięgają po gęste wątki, tu dynamiczna perka, tam pulsujący, mocny kontrabas Marcina, między nimi zwodna i rześka trąbka Antoniego. Energia, energia, energia. Energia, po której wchodzi równie mocne “Hindu”, kompozycja autorstwa Gralaka, która ma w sobie wszystko, by zostać włączonym do ścieżki dźwiękowej jakiegoś radosnego i miłego filmu drogi.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.