Catz n’ Dogz, jeden z najważniejszych polskich elektronicznych towarów eksportowych wydaje za chwile na swoim labelu Pets Recordings drugą już składankę z cyklu “Friends Will Carry You Home”. Obok śmietanki polskich producentów gośćmi na płycie jest cała masa obiecujących talentów ze wszystich zakątków cywilizowanego świata.
VICE: To zaczynamy z grubej rury. W nawiązaniu do nazwy składu i labelu, ile delfinów wejdzie do waszego studia, gdybyśmy w tej chwili wypełnili go wodą?
Videos by VICE
Grzegorz Damieńczuk (Catz n’ Dogz): Myślę, że wejdzie z osiem. Może osiem i pół.
Gdyby artysta miał ksywę związaną z delfinami, to czy miałby u was większe szansę na wydawnictwo, czy liczą się tylko czynniki jakościowe, muzyczne?
Tylko względy jakościowe. Nie uznajemy żadnej znajomości u delfinów. Mamy to w dupie. Jedynie u koników morskich. Wtedy może byśmy rozważyli.
Na imprezie w 1500 będziecie promowali swoją najnowszą składankę “Friends Will Carry You Home Too”. Z czego jesteście na niej najbardziej dumni?
To jest druga edycja na trzylecie naszej wytwórni. Jesteśmy dumni z jakości materiału, który znalazł się na tej płycie. Pracowaliśmy nad tym ponad rok, zbierając kawałki, pytając się wszystkich naszych znajomych o zdanie. Chcieliśmy, żeby album przedstawiał profil naszej wytwórni w jak najszerszym spektrum. Zależy nam nie tylko na wydawaniu muzyki tanecznej, ale także bardziej eksperymentalnej – “do słuchania” (śmiech). Postanowiliśmy, że jeśli wydajemy składankę na dwóch płytach CD, to jedną zadedykujemy zupełnie bezkompromisowemu podejściu. Poprosiliśmy artystów, żeby dali coś od siebie, żeby wybrali materiał, którego nie odważyliby się wysłać do żadnego innego labelu.
Warszawa i Berlin to miasta które wybraliście na premierę płyty, czemu nie rodzinny Szczecin?
Bo mamy tam najwięcej znajomych i prawdę mówiąc jest ich tam tej chwili więcej, niż w Szczecinie. Większość osób ze Szczecina przeprowadziła się albo do Warszawy, albo do Berlina. Świetnie gra nam się w tych obydwu miastach, stąd decyzja. Lubimy 1500, znamy się z Brzozą [menedżerem 1500m2]. Jest to dla nas w tej chwili najlepszy klub w Polsce. I pod względem lineup’ów i pod względem infrastruktury, wyglądu i nagłośnienia.
Na płytach przewijają się i polskie i zagraniczne nazwiska. Czy dalej skupiacie się na promowaniu rodzimych artystów, czy ten kierunek został porzucony?
Takie było założenie od początku, żeby promować Polaków. Dalej się tego trzymamy i uważamy, ż wychodzi to bardzo dobrze. Dobrym przykładem jest na to Viadrina, która wydała u nas swojego pierwszego singla. Załatwiliśmy im remix naszych znajomych z Frankfurtu, Art of Mambe, który był megahitem. Hartowali go czołowi zawodnicy i pojawił się wysoko w rankingu RA tracks w miesiącu, w którym się ukazał.
Czyli platforma łącząca to co mamy najlepszego “na miejscu” z gośćmi z innych krajów?
Takie było założenie. Prosiliśmy naszych znajomych z zagranicy, artystów i osoby, które lubimy, żeby wspierały release’y tych, którzy nie są znani lub u nas debiutują. Staramy się traktować tę pracę poważnie i label jest naszym oczkiem w głowie.
Prowadzenie labelu nie koliduje z waszą pracą artystyczną?
Wiesz co, ogólnie mamy trochę problemów ze znalezieniem czasu. Bierzemy zwykle trochę wolnego od grania. W tamtym miesiącu dwa weekendy zrobiliśmy sobie wolne, siedzieliśmy dużo w studio. Ten miesiąc gramy non stop. Mamy chyba 13 imprez. Staramy się słuchać jak najwięcej tych kawałków. Często w podróży, albo w trakcie siedzenia nagrywania własnego materiału, jako przerywnik, odetchnięcie od swoich rzeczy, a czasami dla inspiracji.
Jesteście w stanie przesłuchać wszystko co do was spływa, tak “od deski do deski”?
To jest niewykonalne. Robimy sobie takie dni, że siedzimy razem i skupiamy się tylko na tym. To ciężka praca, bo dostajemy bardzo dużo demówek, a poziom większości z nich jest średni (chociaż zdarzają się perełki). Wojtek np. potrafi powiedzieć po dwóch bitach, czy coś się nadaje, czy nie. Jakoś tak wskakujemy w to, przeskakujemy i gdzieś tam to wychodzi dobrze (śmiech).
Do tej pory chyba nic nie pominęliśmy. Główny problem polega na tym, że dużo osób podsyła kawałki i nie podpisuje się pod nimi. Często dostajemy sam tytuł utworu. Testujemy go na imprezie, okazuje się, że działa doskonale. Zdarzało się, że potem nie mogliśmy znaleźć tej osoby. To trochę jakbyś wygrał w totka, a potem nie wiesz gdzie masz ten kupon.
Zatem jaki jest najlepszy system na wyławianie talentów?
Nasza selekcja opiera się przede wszystkim na znajomych, którzy nam coś polecają. To działa na zasadzie: “Mam tutaj takiego fajnego kolesia, który robi dobrą muzę. Nie wie gdzie to wydać, itd.”. Dostajemy maila z materiałem. Jeśli nam się podoba to staramy się to jak najlepiej wypromować. Na etapie wydawnictwa załatwiamy remix kogoś znanego, kto zapewnia dodatkowe wsparcie. W tej chwili jest tak dużo muzyki, że nie jest łatwo zaistnieć. Trudno jest sprawić, żeby ktoś w ogóle Twoją muzykę przesłuchał i przekonał się, czy rzeczywiście jest fajna. Przygotowanie singla to ogromny nakład czasu i wysiłku.
W zeszłym roku tragiczna śmierć Martina Dawsona, waszego wieloletniego przyjaciela i współpracownika, zostawiła wakat na pozycji dźwiękowego inżyniera wydawnictw Pets. Kto w tej chwili się tym zajmuje?
Był to dla nas duży szok i mieliśmy problem ze znalezieniem nowej osoby. W tej chwili współpracujemy z Noonem z Warszawy, który robi nam mastering kawałków. Czuwał nad całą składanką “Friends Will Carry You Home Too”. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego pracy i mamy nadzieje, że dalej będziemy mogli kontynuować współpracę.
Największy breakthru na składaku, najmocniejsza kompozycja według was?
Haaa wiesz co…Maribou State i Pedestrian myślę, z kawałekiem „Mask” jest jednym z naszych ulubionych. Staraliśmy się zrobić jak najlepszy teledysk dla tego utworu i znaleźć osobę, która by zobrazowała muzykę. W tej chwili to produkcja, która odnosi największy sukces. Grali ją w BBC i wielu innych stacjach radiowych. Nie jest to utwór typowo klubowy, dlatego cieszymy się podwójnie.
Moglibyście porównać go do jakiegoś zwierzęcia?
Hmm .. może z tymi delfinami?
Nie, musisz się bardziej postarać. Delfiny się nie liczą
To może z chomikiem?(śmiech) Obaj z Wojtkiem bardzo lubimy chomiki.
Czyli jest kochanym chomiczkiem. Będziecie kontynuowali współpracę? Czy ten utwór będzie miał jakieś dalsze życie w Pets?
Zastanawiamy się nad tym. Myślę, że może zrobimy remix tego utworu. Bardzo bym chciał znaleźć kogoś odpowiedniego do tego zadania. Wszystko jest w planach, szczególnie, że planujemy już kolejną składankę. Tym razem taką letnią. Dostaliśmy trochę rzeczy od chłopaków, więc może coś wydarzy się dalej, po wakacjach.
Macie jakieś poza muzyczne wykształcenie? Może któryś z was jest dyplomowanym rolnikiem albo marynarzem?
Nuda. Niestety jest nuda, ale w sumie to Cię może zaciekawi. Ja studiowałem administrację publiczną i pracowałem w urzędzie miasta jako inspektor do spraw podatków. Wracałem często po Luzztrach [hardcore afterowania w Warszawie] w niedzielę jakoś tam wieczorem do tego Szczecina i rano na szóstą musiałem wstać do pracy. Pamiętam, że zaprzyjaźniłem się z paniami z urzędu. Parzyły mi herbatki, a ja leżałem sobie przez dwie godziny na biurku. Mimo wszystko, miło to wspominam.
Wojtek pracował jako Action Man na promocjach.
Oo! po proszę o rozwinięcie
Był przebrany za tego bohatera chyba w Makro, czy gdzieś.
Są jakieś zdjęcia?!
No niestety nie. Pamiętam, że sprzedawał tam figurki Action Mana. Po za tym studiował ekonomię i informatykę. Ten menedżerski talent ma we krwi, więc to się wszystko przydaje. Szczególnie, że robimy całą wytwórnię sami, nie mamy żadnych speców za plecami…
…i żadnych cycatych stażystek?
Mamy jednego cycatego stażystę (śmiech). Tomek, który nam pomaga, ale głównie robimy wszystko sami. Dlatego mówiłem, że jest ciężko znaleźć czas, a nie chcemy pod żadnym pozorem olewać wytwórni. Traktujemy to bardzo poważnie.
Żarty żartami, ale biznes się kręci, a hajs musi się zgadzać. Pets jest poważną marką o randze międzynarodowej. Eats Everything jest chyba jednym z najważniejszych producentów, których wypromowaliście prawda?
Wygrał w zeszłym roku nawet nagrodę dla najlepszego angielskiego artysty przyznawaną przez Dj Mag. Jest naszym świetnym kolegą i najlepszym przykładem na to, że nasz system działa. Demówkę dostaliśmy od naszej koleżanki z San Francisco, J Philip, która powiedziała „mam tu fajnego kolegę, który robi dobrą muzę”. Całe szczęście tym razem kawałek był podpisany (śmiech). Zagraliśmy to na imprezie i ludzie po prostu zaczęli szaleć. Powiedzieliśmy sobie krótko „ Dobra, wydajemy to”. To był jeden z najlepszych singli na Pets. Teraz gramy z Danem w Warszawie, w Watergate i w Miami.
A ile delfinów Dan byłby w stanie zjeść w jednym rzucie?
Dziesięć. Przynajmniej dziesięć i deser. Konik morski (śmiech).
Na sobotniej imprezie będziecie grali back 2 back z Danem, to pierwszy taki występ razem z delfinożercą?
Graliśmy już w ten sposób na statku w Augustowie. Wyszło bardzo fajnie, więc cieszę się, że będziemy mogli to powtórzyć.
Przewidujecie jakieś inne specjalne atrakcje?
Udało nam się nawiązać współpracę z be-at-tv. Nagrywali już w naszej wytwórni w Cankun w Meksyku, w Cannibal Royal. Spytaliśmy ich, czy może by chcieli zobaczyć Warszawę i przyjechać do nas. Nigdy nie widziałem, żeby mieli stream z Polski, więc cieszę sie, że udało się ich naszym krajem zainteresować. Bardzo dużo ludzi z całego świata ich ogląda, więc będzie dobra okazja, żeby ludzie z całego świata zobaczyli jak bawią się Polacy.
Och, to szkoda, że nie zrobiliście imprezy w Radomiu, wtedy mieliby prawdziwe doświadczenie
(śmiech) Mam nadzieję, że to łącze pociągnie wszystko!
To kolejny ważny występ live i do tego online, bo niedawno gościliście w berlińskim Boiler Roomie?
Bardzo nas ucieszyło to, że dostaliśmy szansę, żeby się tam pojawić. Stresowaliśmy się sporo przed tą imprezą, bo to duże wyzwanie. Jak już się zaczęło to cały stres minął i bawiliśmy się świetnie. Było tam mnóstwo znajomych, którzy nas wyluzowali i sprawili, że grało się świetnie. Przetestowaliśmy wtedy sporo materiału. Między innymi edit Daft Punka, który przygotowaliśmy specjalnie na tą okazję. Nigdzie go dalej nie puścimy, zostanie naszą sekretną bronią.
Czemu nie polski Boiler Room?
Wiesz co…nikt nas nie zapraszał na razie (śmiech).
Może jakaś błyskotliwa myśl na koniec. Chcielibyście kogoś pozdrowić?
Pozdrawiamy [tekst ocenzurowany] i Nikolę Watersa.
Git, w takim razie do zobaczenia w sobotę na imprezie i powodzenia!
Super! Do zobaczenia, trzymaj się!
Rozmawiał Oskar Stelągowski
More
From VICE
-

-

The Apple Watch Ultra 3, because there aren't pics of a rumored, unreleased Ultra 4 yet. – Credit: Apple -

Bruce Willis -

Nickelodeon