Biorąc pod uwagę jego staż na scenie i dorobek, na Tylera patrzeć można już patrzeć przez pryzmat doświadczonego rap-gracza. Na szczęście nie ma on wciąż zamiaru odcinać kuponów od sławy czy rezygnować z eksperymentów, które w pełni uzasadniają jego wiek i zryta głowa.
Zasadnym jest za to pytanie, czy na pewno droga, którą obrał, jest właściwa? “Cherry Bomb” nie przynosi twierdzącej odpowiedzi. O ile każdy poprzedni krążek lidera Odd Future był krokiem naprzód w stosunku do poprzednika, tutaj mamy do czynienia z delikatnym poślizgiem. Tyler wyłożył się oczywiście na własnej pysze. Sam zadbał o produkcję i postawił sobie za cel brudne, wręcz śmietnikowe brzmienie. Płyta miała paradoksalnie odpychać słuchacza, wzbudzać u niego agresję, po czym za sprawą soulowych wstawek uspokajać go. Tak wynika przynajmniej z tego, co Tyler ostatnio opowiada, chcąc wytłumczyć fanom swoje założenia.
Videos by VICE
Niestety – na dłuższą metę pozostaje głównie złość, bo większości numerów zwyczajnie nie da się słuchać. Wokale brzmią, jakby były nagrywane na dyktafon w toalecie, a masteru całości dokonała osoba głuchoniema. Że przesadzam? Odrobinę tak, ale posłuchajcie sobie “Run” albo numeru tytułowego i powiedzcie, że nie rozsadza wam uszu, ale w taki mało przyjemny sposób. To muzyka chaotyczna, przebasowana, zanadto ofensywna w stosunku do słuchacza. Tyler wzorował się tym, co The Neptunes robią w projekcie N*E*R*D i to świetna inspiracja. O ile jednak Pharrell i Chad w pełni kontrolują swoje eksperymenty i potrafią nagrywać rzeczy agresywne, mocne, ale przy tym wciąż w pełni muzykalne, to bohaterowi tej recenzji niezbyt się to tym razem udało.
Są na szczęście na “Cherry Bomb” momenty udane, a wręcz bardzo dobre. Gwiazdorska kooperacja z Kanye Westem i Lil Wayne’em “Smuckers” robi naprawdę duże wrażenie. Mamy zmianę bitu, dobre zwrotki każdego z wymienionych, świetnie wplecioną trąbkę. “Find Your Wings” przynosi dźwięk wibrafonu samego Roya Ayersa, kilka pięknych wokali (m.in. Syd the Kyd oraz Kali Uchis) i wlewa dużo słońca do tego brudnego świata Tylera, w którym co i rusz napotykamy na grad i pioruny. “Blow My Load” i “2Seater” też bez problemu można by było wrzucić na “Wolf”, czyli poprzedni album Tylera, bo to numery i dobrze wyprodukowane i mocne tekstowo. To by było w sumie na tyle.
Tyler wydał “Cherry Bomb” na szybko, bez rozdmuchanej promocji, co w sumie staje się już znakiem czasów. Wydaje się jednak, że tak jak krótko musieliśmy czekać na premierę od momentu jej ogłoszenia, tak szybko o płycie zapomnimy. W tym roku na wracanie do średnio udanych płyt zwyczajnie szkoda czasu.
More
From VICE
-

Robin Williams (Photo by Sonia Moskowitz/Images/Getty Images) -

(Photo by Jim WATSON / AFP via Getty Images) -

Seinfeld (Photo by FILES/AFP via Getty Images)
