Unsound Festival 2012 – Dzien I

Zrobiliśmy to. Redakcja muzyczna zdążyła już zmienić na fejsie miejsce zamieszkania na najbliższy tydzień. Obkupieni w bułki i pasztet powitaliśmy kolejny dzień. Poprzedni minął na sprawdzaniu czy kot Baumgartnera przeżył swój skok oraz równie emocjonalnych wycieczkach do Pauzy i Muzeum Inżynierii.

Serce się nam kraje podczas takich miłych powitań, jak wczoraj przed otwierającym koncertem. Dziesiąte urodziny, czytanie creditsów, ludzie jeszcze żywi i uśmiechnięci. Zapowiadany przez Gosię Płysę występ czołowego polskiego przedstawiciela techno Jacka Sienkiewicza miał być podsumowaniem wszystkich poprzednich edycji Unsounda razem wziętych. Nie można było nie zgodzić się. Poruszający się na co dzień w stylistyce minimalowej, tym razem przygotował dwudziestominutowy eksperymentalny kawałek nasiąknięty atmosferą niepokoju. Nieśmiałe smyki przeplatały się z tłem skąpanym w gęstych oparach dronu, tworząc plamę, przy której mogliśmy zmrużyć oczy i już za chwilę ocknąć naładowani energią.

Videos by VICE

Po chwili pojawili się O’Malley z Rehbergiem (KTL) i zagrali do projekcji, świetnego swoją drogą, niemego “Wschodu Słońca”. Nasycony z początku hauntologicznymi wstawkami był swoistą muzyką tła i łatwo było stracić percepcję, skupiając się na fabule melodramatu. Wraz z przebiegiem akcji, zwłaszcza w trzymającym w napięciu finale, chłopaki rozkręciły się by nieprzyzwoicie rzęzić na gitarze do tego stopnia, że zapomnieli wyhamować po zakończonym seansie.

Chcielibyśmy móc powiedzieć same dobre słowa na temat imprezy inaugurującej w Pauzie – niestety nasze nogi nie zmieściły się w wypełnionym po brzegi klubie. Ale z okolic ulicy Floriańskiej słyszeliśmy, że było ok – węgierskie sample zawsze na plus.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.