Urbański nic nie musi

Tytuł jego debiutu dla U Know Me Records nasuwa automatyczne skojarzenia z wiekopomnym dziełem Aphex Twina, który – rzecz jasna – inspiruje Wojtka, ale nie sugerujcie się tym zbyt mocno. Poza inspiracjami klasykami szeroko rozumianej elektroniki na “Selected Works” znajdziemy przede wszystkim mnóstwo swobody i brzmienia przekrojowego, jakby Urbański ciął tę historię skalpelem na pół. To album, który brzmi jak dziennik, pisany bez planu i konspektu, gdzieś przy okazji, ale codziennie i konsekwentnie. Dlatego obok wysublimowanego eksperymentu stoi całkiem proste basowe “łojenie”, selektywny tech house z solowym fortepianem, hipnotyzujący minimalizm i złożone eksperymentalne konstrukcje.

A wszystko to wzajemnie świetnie się uzupełnia. Słychać, że produkcje na tę płytę zostały stworzone na totalnym spontanie. Dla ich twórcy były oddechem od codziennej pracy, nazwijmy to, zarobkowej z dźwiękiem i realizacji planów dla innych projektów. Dla słuchacza są oddechem od napinania muskułów i przybierania póz, zabiegów wszechobecnych na dzisiejszej scenie.

Videos by VICE

Moja solowa działalność jest pozbawiona kompromisów, to najbardziej uczciwy i niewymuszony balans pomiędzy “popowym” ja, a moją eksperymentalną naturą – opowiada mi Urbański – Jest w tych produkcjach dokładnie tyle eksperymentu i poszukiwań, na ile zmusza mnie moja ambicja, oraz dokładnie tyle “muzyki do słuchania”, “muzyki dla ludzi” ile sam chciałbym usłyszeć w ulubionych produkcjach. W Rysach dyskutowaliśmy o wielu sprawach, w “Urbanskim” nigdy nie było kalkulacji; sam nie potrzebuję się do niczego przekonywać. Są momenty, kiedy mogę nie myśleć gdy robię muzykę – to jak wyjazd na urlop. Mam kilka swoich producenckich twarzy, dzięki którym spłacam raty i rachunki, ale muzyka, którą wydaję jako “Urbański” powstaje w tak zwanym międzyczasie, kiedy akurat nic nie muszę – dodaje.

Bez wątpienia jednym z najbardziej przystępnych, “dla ludzi”, żeby nie powiedzieć wręcz “imprezowych” i “tanecznych” numerów na tej płycie jest remiks singla “Wracam” z najnowszej płyty Sorry Boys. To całkiem solidna house’owa propozycja, ładnie uwypuklająca w oryginalnej kompozycji jakieś nieodkryte do tej pory aspekty, przede wszystkim repetytywność i “piosenkowość” utworu, w którym pierwotnie skupiamy się przede wszystkim, jednak, na ludowości. Przy okazji jednak ten tytuł na trackliście poruszył mnie do pewnej refleksji. Przyglądając się scenie muzycznej w Polsce z szeroko rozumianą alternatywą i elektroniką, łatwo można odnieść wrażenie, że nazwiska się powtarzają, że wszyscy remiksują siebie nawzajem, co jednocześnie jest ok, a jednocześnie tworzy złudzenie hermetyczności.

Faktycznie, większość remiksowych kolaboracji zachodzi pomiędzy twórcami z jednego świata, z jednej dziedziny. Najczęściej to elektronicy remiksują innych elektroników. Często klubowe utwory zostają klubowo zremiksowane… – odpowiada Urbański. – Dlatego cieszy, kiedy producenci elektroniki sięgają po coś rockowego, klasycznego lub na przykład jazzowego. Zazwyczaj wychodzą z tego bardzo ciekawe rzeczy – dodaje producent.

I dzieli się ciekawą anegdotą: – Moi rodzice długo nie potrafili zrozumieć, na czym polega idea robienia remiksów. Puszczałem im jeden elektroniczny bit, a później jego elektroniczny remiks. Zapewne słyszeli różnicę, myślę natomiast, że nie bardzo rozumieli tego sens. Pamiętam, że udało mi się wytłumaczyć im pojęcie i sensowność remiksu właśnie na przykładzie mojego Sorry Boys “Wracam”. Obie wersje bardzo różnią się od siebie stylistycznie i energetycznie. Najpierw usłyszeli piękną, delikatną, indie-rockową balladę (z cudownym wokalem Beli Komoszyńskiej), chwilę później coś hardkorowego i mrocznego… z tym samym wokalem. Lubię, kiedy remiks tworzy takie mocne kontrasty.

Mam przeczucie graniczące z pewnością, że umiejętność znajdywania mocnych akcentów danej kompozycji, uwypuklania pewnych jej elementów, wyróżniania detali, przypomina pewnego rodzaju rzeźbienie w dźwięki i bierze się właśnie z tego, że Wojtek Urbański jest z wykształcenia artystą rzeźbiarzem. Trudno przy tej okazji nie wyciągnąć tego faktu z jego kartoteki. – Lubię ten fakt z mojej przeszłości, miło, że go przywołujesz – rozgrzesza mnie Urbański. – Rzeźba jest dziedziną sztuki, polegającą przede wszystkim na planowaniu przestrzeni. W muzyce bywa różnie, obserwuje wiele podejść, niektórzy myślą czasem, a niektórzy przestrzenią. Moje podejście jest mocno przestrzenne – potwierdza moje przypuszczenia Wojtek.

Bo to właśnie przestrzeń zdawała mi się od początku wspólnym mianownikiem wszystkich produkcji z “Selected Works”, jakkolwiek by się one od siebie nie różniły. W każdej jest miejsce dla wyselekcjonowanego dźwięku, na samej płycie jest wystarczająco dużo przestrzeni do pomieszczenia wszystkich pomysłów i idei. – Staram się tworzyć wielowarstwowe brzmienia, zaplanować nie tylko to, co ma nastąpić po czym, ale również skrupulatnie dopracować to, co w danej chwili ma się znaleźć nad czym, co pod czym i co za czym – opowiada Urbański – Pod tym względem moja ma rzeźbiarską naturę, choć korzysta z zupełnie innych materiałów i technik. Natomiast to, co co różni rzeźbę i muzykę, to właśnie czas. Muzyka jest poddana rygorowi czasu i trwania, a rzeźba to moment uchwycony i zastygły w pewien sposób “na zawsze” – dodaje artysta.

Przy okazji tłumaczy dlaczego rzeźba stała się dla niego drogą do kariery profesjonalnego muzyka. – Paradoksalnie to właśnie studia na ASP otworzyły mi drogę do profesjonalnej kariery muzycznej. Jeden z moich wykładowców, poza pracą na uczelni, zajmował się projektowaniem scenografii teatralnej. Szybko nawiązaliśmy współpracę muzyczno – scenograficzną, tworząc wspólnie oprawy dla wielu gal i wydarzeń kulturalnych w całej Polsce. Już w połowie studiów zacząłem się w pełni utrzymywać z robienia muzyki, co było dla mnie spełnieniem marzeń – dodaje Urbański.

Trudno wybrać między świetnym Rysami, a świetniejszym Urbańskim, zupełnie naturalnym wydaje się więc pytanie (obawa?), czy któryś z projektów zajmie uwagę Wojtka na dłużej, a może i zupełnie. Czy ten solowy projekt to pomysł raczej długofalowy, czy jednorazowy strzał, po którym Wojtek powróci do pracy w duecie. – W dużej mierze to dzięki Rysom zdałem sobie sprawę, że jestem sporym indywidualistą – odpowiada producent. – Lubię samodzielnie trzymać stery. Cieszę się współpracą z innymi artystami, kiedy ma to w formę “featuringu”. Dobrze czuję się w kolaboracjach na lini producent-wokalista, producent-instrumentalista, jednak w kontekście samej produkcji i kompozycji, chcę pozostać przy solowej działalności. To kwestia charakteru – dodaje.

Obiecuje też, że jeszcze w tym roku pojawi się kilka ciekawych premier pod szyldem “Urbański”. – Na początek singel, który nagraliśmy razem z Justyną Święs do serialu “Ultra Violet” w reżyserii Jana Komasy. To plan na najbliższe tygodnie. Do utworu powstaje również klip, za który odpowiada Filip Załuska (autor teledysku m.in do “The Fib” Rys). W tym roku chcemy dokończyć także nasz materiał z Jagodą Kudlińską z LOR oraz materiał na płytę “S.O.S” Wojtka Mazolewskiego, który produkuję. Poza tym myślę już nad “Selected Works II”. Nudno nie będzie.

Na to liczymy.


Thank for your puchase!
You have successfully purchased.