Są takie dni w roku, w które zdecydowanie większą uwagę powinno się przykładać do tego, co ma się na sobie. Oprócz własnego komfortu psychicznego, konkretny ubiór zestawiony z konkretną datą, może sprowadzić na nas srogie konsekwencje. I tak przy różnych okazjach dużo uchodzi – możemy ubrać się jak pajac, który dopiero wyszedł z wanny wypełnionej tęczową farbą, o ile właśnie jesteśmy w drodze na festiwal muzyczny czy do innego miejsca, w którym loża szyderców, lustrująca otoczenie, jest dość wyrozumiała. Na nie-swój ślub raczej nie wybierzemy się w białej kiecce, a przy pogrzebie nie powinniśmy szaleć z ekstrawagancją.
Właśnie pożegnaliśmy jedną z bardziej ekscytujących dób roku, 11 listopada. Dzień, który dla niektórych wiąże się z opychaniem się do nieprzytomności rogalami świętomarcińskimi, dla innych z dumnym wznoszeniem haseł niepodległościowych, a dla rzeszy pseudo-patriotów: próbą puszczenia z dymem stolicy. Ci ostatni posiadają nieoficjalnie ustalony dress-code, który ogranicza się zasadniczo do stroju niekrępującego ruchu, szczególnie biorąc pod uwagę przewidywane rozrywki, jakim okazało się wyrywanie z “korzeniami” rozmaitych ciężkich przedmiotów i tym podobne ambitne zajęcia.
Videos by VICE

fot. Mikołaj Maluchnik
Jadąc wieczorem w okolice będącego do tej pory epicentrum wydarzeń 11-listopadowych placu Zbawiciela, nie udało mi się uniknąć głosu szepcącego z tyłu głowy, że lepiej nie ufać żadnej z osób, która dysponuje minimalistyczną fryzurą, na tzw „pałę” i odziana jest w bluzę z kapturem, nie daj Bóg, dodatkowo z przewiązaną szalikiem twarzą. Dojrzałam kilku takich kolegów po drodze – nie wdrażałam się w analizy, czy może są to tylko fani sportu, którzy w drodze powrotnej z siłowni, w obawie przez smagającym wiatrem, starają się przed nim jak najlepiej osłonić. Modliłam się w duchu, żeby mój autobus nie był dla nich docelowym, przeliczając pieniądze w portfelu, telefon wciskając na dno torby i starając się wyrzucić z głowy wszelkie liberalne poglądy, jak gdyby Pan W Dresie miał umiejętność czytania w myślach i mógł wymierzyć stosowną karę za sympatyzowanie z Tęczą. Nie było ważne czy panowie z przystanku zupełnie przypadkowo zdecydowali się na taki właśnie strój. Pod wpływem relacji ze spaceru mostem Poniatowskiego, wszyscy chociaż trochę przypominający aparycją „dresa” trafiali do jednego wora, z metką „przezornie omijać szerokim łukiem”.

Czapka Tommy Hilfinger, parka Zara, spodnie Marc O’Polo, plecak Huba, okulary Mykita, jeansy Levi’s, płaszcz Tommy Hilfinger, buty Unisa
Po drugiej stronie barykady lądują osoby, które beztrosko zarzucają na siebie parkę, tweedowy płaszcz czy kolorową czapkę. Niby nic strasznego, ale tego dnia lepiej uniknąć oskarżenia o bycie artystą, pismakiem, albo innym, nadto wyzwolonym stworem. Bo jak wiadomo, z dresu rezygnuje tylko lewactwo i wrogowie Wielkiej Polski. Złe dobranie trasy przechadzki do okrycia wierzchniego mogłoby nie skończyć się zbyt kolorowo. Przyjęcie założenia, że pod płaszczem w kratę skrywamy tajne plany sprzedania Polski złej Unii, może sprowadzić na nas, w najlepszym wypadku, wiązkę obelg, ze zdrajcami narodu na czele.
Trochę to smutne, że taka odgórna definicja wpływa na to, czy w spokoju możemy przemierzyć drogę od punktu A do punktu B. Że musimy zastanawiać się, czy oby na pewno obraliśmy bezpieczną trasę, bo nasze „zewnętrze” może wpłynąć na to, czy tam, dokąd idziemy, dotrzemy w jednym kawałku.
A te wszystkie moje przemyślenia rodzą się z obrazka, za wytworzenie którego wcale nie są odpowiedzialni wszyscy spacerowicze na linii rondo Dmowskiego – Stadion Narodowy. Ale są oni o tyle nieszczęśni, że kuszą w swoje szeregi zastęp niezidentyfikowanych postaci, którzy z warszawskich ulic tworzą sobie ekstremalny park crossfitowy.
Nie wynikają też z czystych wymysłów, a doświadczeń z najbliższego otoczenia.
Śledź autora na Instagramie.
More
From VICE
-

-

The Apple Watch Ultra 3, because there aren't pics of a rumored, unreleased Ultra 4 yet. – Credit: Apple -

Bruce Willis -

Nickelodeon