​Vance Joy rozszyfrowany

Chociaż Vance Joy największe triumfy w swoim kraju święcił już rok temu, to u nas dopiero się rozkręca. Podobno niektórzy słyszą w jego kawałkach Jeffa Buckleya. Otóż nie. Za to skojarzenia z Edwardem Sharpe & The Magnetic Zeros i innymi folkowymi wesołkami: Mumford and Sons czy Noah and the Whale są jak najbardziej na miejscu. Fajne piosenki, które można sobie gwizdać w tramwaju. Vance odrobił lekcje. Teraz podbija świat numerem „Riptide” z błyskotliwym klipem, będącym trochę pokłosiem szalejącej parę lat temu w internetach mody na „Literal videos”, czyli teledyski dosłowne. I tutaj każde słowo tekstu mniej lub bardziej celnie zilustrowane zostało obrazkiem. Wszystkie te ujęcia zebrane do kupy, chociaż skręcone ze znawstwem, to jednak tworzą chaotyczną układankę. Aż się prosiło o małe porządki, mikro leksykon. No to macie.

Cytat z tortur bodźcami akustycznymi, którym (długo przed Guantanamo) poddawany był Alex w „Mechanicznej Pomarańczy”, mógłby wystarczyć sam w sobie, ale jakby tego było mało na dzień dobry wita nas dentysta. Jako że panicznie boimy się nawet zwykłego borowania, nie chcemy wnikać co ta pani ma w paszczy. Wystarczy, że w słuchawkach leci coś przerażającego.

Videos by VICE

A gdzie ognista czerwień? Zgadzają się za to boskie kształty, piękne włosy, jednoczęściowy kostium i baczna obserwacja nabrzeża – tylko patrzeć jak zza ekranu wyskoczy Hasselhoff. Ale nie łudźcie się, silikonowych (ani żadnych innych) cycków nie będzie.

Kto widział video do „Foreign Language” Flight Facilities, ten może poczuć tu znajomy klimat i estetykę. Za tymi klipami stoi bowiem jeden człowiek – Dimitri Basil. Australia to podobno mały kraj.

Wes Anderson po raz pierwszy – tu materializuje się w postaci Margot Tenenbaum z „Royal Tenenbaums” lub jej mini odpowiednika Suzy z „Moonrise Kingdom”. Włosy, futro, te zoomy i lornetka – wszystko się zgadza. Tylko zamiast Gwyneth Paltrow wspomina o sobowtórce Michelle Pfeiffer. Do przeżycia.

Niepokojąca scena wyzwalania się z więzów przywodzi na myśl klasyk gatunku rape & revenge „Pluję na twój grób” (nie mylić z równie pornograficznym „Napluję na wasze groby” Borisa Viana). Krótko – brutalny gwałt i równie brutalna zemsta, której widz perwersyjnie kibicuje do ostatniego wypatroszonego trupa. Odradzamy oglądanie na randkach i przy rodzinnych obiadach.

Skłębione fale gnane tytułowym prądem odpływowym wyglądają trochę jak te, w które skacze James Blunt w swoim super hicie z 2005 roku. Sorry, że przypomnieliśmy o tym numerze, ale na pocieszenie dodamy, że Blunt sam przeprosił ostatnio za „You’re Beautiful”, nazywając kawałek „męczącym” i „wkurzającym”. Póki jednak kasuje tantiemy za katowanie go w radiu przeprosiny uważamy za niebyłe.

Nic tak nie wciąga jak bagno. Albo łóżko, co wiedzą niektóre ofiary Freddiego z “Koszmaru z ulicy Wiązów”, np. Glen Lantz, grany przez debiutującego w tym tytule Johnny’ego Deppa. Chłopakowi się przysnęło, a wtedy wyrko zamieniło się w wielką sokowirówkę, mieląc Glena na masę gładką jak truskawkowy sorbet. Na szczęście po wszystkim ktoś przyniósł wiadro. A mówili “nie spać”!

Lewą ręką została napisana połowa tego tekstu, bo to prymarna kończyna jednego z nas. W średniowieczu miałby przesrane, w końcu lewa ręka to symbol szatana. Przez lewe ramię plują przesądni by odegnać pecha, zaś jedna z najmroczniejszych myśli czy szkół okultystycznych nosi miano Ścieżki Lewej Ręki. Nie dziwota więc, że muzułmanie ciągle używają jej do tych mniej szlachetnych czynności codziennych.

Już wiemy jak wyglądałaby Sade, gdyby zaczęła się rozpadać w teledysku “Nothing Can Come Between Us”. Trochę kiepsko idzie jej lip sync, ale ruchy podrabiane perfekcyjnie. To musiał być jakiś “rough operator”.

To byłoby zbyt piękne, gdyby ten zajebiście wyglądający film istniał naprawdę. Ale chyba nie tylko my tak myślimy, bo w sieci istnieje całe forum poświęcone „Velocite”. W tekście Vance Joy opowiada jednak o prawdziwym filmie „który mógłby ci się spodobać i w którym kowboj rzuca pracę i jedzie do Nowego Jorku”. Ten film to naturalnie „Nocny Kowboj” z Johnem Voightem i Dustinem Hoffmanem. Porównajcie zresztą outfit bohatera.

Robienie loda to sprawa prosta i przyjemna – szczególnie jeśli ma się dostęp do owocowego soku. Popsicles żarli na potęgę zjarani bohaterowie “That 70s Show”, ale lody na patyku w naszej popkulturze pojawiły się wcześniej, wraz z popularnością izraelskiego erotyka pod tym właśnie tytułem. Egzotyczno – wakacyjnymi macankami jarał się każdy, kto załapał się na falę popularności magnetowidów w drugiej połowie lat 80′.

Zapach wachy o poranku, aromat palonej gumy, pisk opon i warkot silnika to coś co mamy zdecydowanie w dupie. Ale Vance Joy mógłby umówić się na przejażdżkę z Robbie Williamsem – “Velocite” i “Supreme” w zasadzie nie różnią się niczym.

Wes Anderson po raz drugi – studium walizki otwartej i zamkniętej to standard w jego filmach. Tu model Louis Vuitton z inicjałami bohatera „Darjeeling Limited”, a u Vance Joya z tajemniczym skrótem J.A.G., które kojarzy nam się tylko z Wojskowym Biurem Śledczym.

“Ouija board, Ouija board, would you work for me?” śpiewa Morrissey w jednym ze swoich najfajniejszych numerów. Ta wyklęta przez Kościół tabliczka do komunikowania się z duchami została opracowana pod koniec XIX w. i robiła furorę w czasach mody na spirytyzm. Zupełnie przypadkiem do kin wchodzi właśnie film o Ouija, który sprawia wrażenie zupełnego gniotu. Nakręcił go jakiś spec od efektów specjalnych, nie gra tu nikt znany, fabuła jest przewidywalna… i oczywiście obrazem wskoczył na szczyt amerykańskiego box office’u. Na pewno jest, hm, straszny.

Nikt szybciej nie robi sztuczki z nożem niż robot. Podobno, bo na razie w tej kwestii możemy zaufać tylko filmom s-f. W drugiej części “Obcego” rubaszni marines namawiają w mesie Bishopa, androida towarzyszącego misji, do pokazania swoich umiejętności jednemu z niedowiarków. Bishop macha nożem z prędkością światła, a jednak się kaleczy. Cóż, będąc kopią człowieka musiał się przecież pomylić…

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.