Warszawski duet jest z tego samego zaciągu wytwórni Alkopoligamia co Kuba Knap i LJ Karwel, ale to na jego płytę trzeba było czekać najdłużej. I nic dziwnego, bo to właśnie Mada i Kaietanovich mieli warsztatowo najwięcej do zrobienia. O tym jak dużą pracę wykonali najlepiej świadczy płyta “Bejbo”.
Co najważniejsze, słyszymy na niej dwóch chłopaków, którzy bez wątpienia tworzą zgrany zespół, ale różnią się od siebie głosami, stylami, wrażliwością. Kayetanovich płynie lepiej, różnorodniej i pewniej, o czym dobitnie przekonują “Whiplash” czy “Pusty kurs”, choć dystans między raperami zdecydowanie się zmniejszył i kompan nie ma problemów by ukraść Kajtkowi singlowy utwór tytułowy. Zresztą Mada zjednuje sobie słuchacza samą barwą wokalu. Eksponuje też umiejętnie to, co jest jednym z głównym atutów Zetenwupe, a mianowicie młodzieńczość. Jak tu nie lubić kogoś, kto nawija linijki takie jak “Wiozę ci jointa, nic nie chcę za to / ujrzeć twoje piegi w lato” albo ” mamo wpadnę, posprzątam, zrobię pranie / a potem wracam bo czekają panie na mnie”.
Videos by VICE
Za co jeszcze prócz zaraźliwej energii życiowej Warszawiakom należą się brawa? Za szerokie i celne posługiwanie się aluzją sięgającą od Sokoła, przez Tedego, po Kontrafakt. Za bezpretensjonalność. I za rękę do bitów. Podkłady na “Bejbo” to uczta. Szybkie elektroniczne numery z pieprzem obok leniwych, kalifornijskich snujów; łagodne sample zbite z twardymi bębnami nieopadal hardkorowo dudniącej kompozycji z surrealnym dęciakiem. Drapieżny, agresywny styl produkcji R.A.U wydaje się być zupełną antytezą psychodelicznych, odległych rzeczy Wrotasa, ale obydwu panów z pewnością łączy świeżość i skuteczność. Kapitalnie wypada ukierunkowany na lata 90. Bonny Larmes, choćby w mistrzowsko konfrontującej różne oblicza rapu “Awanturze” (jak ta surowa, bliska Oskarowi czy Jeżozwierza zwrotka BRZ-a tam siedzi obok nieszablonowego refrenu Mesa!). Funk Monster – kolejna z gorących w tym sezonie ksywek – rozbujał basem i perkusją “Który raz” na wzór hitowego “My love is your love”. Działa jak cholera. Patrząc na wokalistki, gości, bitmejkerów ma się wrażenie, że Zetenwupe zebrało po całej Polsce (Mej jest z Opola, Leh z Trójmiasta) taki sztab, z którym byłoby w stanie zrobić każdą płytę – boombapową, cloudową, nawet klubową.
Choć chemia imponuje, to “Bejbo” jest mimo wszystko za długie, zbyt wiele na nim utworów z jednym tylko członkiem grupy, a i w samym pisaniu nie ma jeszcze tyle błysku, by uzasadnić 70 minut. To jednak udany album, jak najbardziej słuchalny jako całość, do tego wstrzeliwujący kawałki takie jak wspomniany “Który raz”, “Serwus Hello” (fascynujący ciężar), “Wisełka” i “David Lynch” na listę największych polskich rapowych przebojów roku. Życzę sobie i audytorium jak najwięcej takich debiutów.
More
From VICE
-

Robin Williams (Photo by Sonia Moskowitz/Images/Getty Images) -

(Photo by Jim WATSON / AFP via Getty Images) -

Seinfeld (Photo by FILES/AFP via Getty Images)
